Tu będziemy zamieszczać najnowsze relacje z Indii....
Dodane przez witold_gromadzki dnia 18/11/2015 11:25
Sympatyczni nasi emisariusze w Indiach przesyłają pierwsze dłuższe relacje. Zaczynamy od Blanki i Soni, a dalej tekst Marysi i Zuzi, dalej Kasi i Oli (więcej fotek TUTAJ) :, mamy też relację Joanny, nowe fotki z oficjalnych pożegnań - wszyscy w indyjskich kolorach! TUTAJ - komentarz do nich w relacji Michała oraz prof. Magdy Janas, są sobotnie fotki i relacje z Taj Mahal! Wrócili! Są już w Polsce, w domach. Od jutra relacje ... na żywo! Niespodzianka - jest jeszcze spóźniona relacja Natalii ( TUTAJ nowe fotki) :

15 listopada 2015

Nasz dzień rozpoczął się pobudką o 5:30. Byłyśmy gotowe na 6 (tak jak nas poinformowano wieczorem), ale tutaj zawsze trzeba uwzględnić, że nasi gospodarze nie przestrzegają tak ściśle planu dnia, więc wyjechaliśmy pół godziny później. Dotarliśmy do Central Parku - jednej z najważniejszych ulic w Delhi, która w niedziele rano przemienia się w miejsce do różnego rodzaju ćwiczeń. Jednak głównie odbywa się tam grupowe tańczenie na powietrzu. W tłumie zdecydowanie przeważali chłopcy w naszym wieku, wystrojeni i wypielęgnowani. Gdy przechodziłyśmy, wyciągali grzebienie i czesali sobie grzyweczki. Wyróżniałyśmy się trochę w naszych dresach (bo byłyśmy przygotowane na jogę). Pojawienie się Europejczyków wywoływało duże poruszenie - wszędzie gdzie szliśmy, podążał za nami tłumek męskich fanów....


Rozszerzona zawartość newsa

Około 8:30 wróciliśmy do domu na śniadanie. Obie się zdrzemnęłyśmy - według polskiego czasu była 4 rano. Jak zwykle z "lekkim" opóźnieniem (45 minut Sonia, 2 godziny Blanka) wyruszyliśmy na Delhihaat, czyli tradycyjne targowisko z produktami z całych Indii. Obkupieni w pamiątki przebiliśmy się przez korki w centrum Delhi i znaleźliśmy się przy świątyni Lotosu, a następnie udaliśmy się do świątyni Isklon. Kolory, światła oraz dźwięki były zdumiewające. Mieliśmy szansę zobaczyć modlitwy i rytuały wyznawaców hinduizmu, a także podziwiać wspaniałe rzeźby i żywe kwiaty wewnątrz świątyni (fotki). Jedynym dość nieprzyjemnym elementem była kobieta, która prosiła Sonię o zdjęcie z jej dzieckiem. Podobna sytuacja przydarzyła się Blance w centrum handlowym. Kiedy pytałyśmy o powód, mówiły, że chcą pokazać rodzinie, że widziały Europejki.Jest to dość irytujące, gdyż odnosimy wrażenie, że jesteśmy atrakcją turystyczną. Blanka pozostała w hinduskich klimatach i w czasie kolacji spróbowała prawdziwego curry (pycha!), a Hostmama Soni przygotowała dla niej omlet oraz zupę pomidorową (wersję hinduską) Nasze ogólne wrażenia są bardzo pozytywne. Rodziny przyjęły nas ciepło i serdecznie. Zawsze pilnują, aby niczego nam nie brakowało, a ich gościnność przejawia się w ilości jedzenia, które nam przygotowują.

Jednakże zadziwiają nas nieustannie różnice między Indiami a Polską.

Gdy wewnątrz auta prowadzone są rozmowy o Wi-fi, na szybach swoje twarze rozpłaszczają wychudzone dzieci. Ruch uliczny jest szalony i wydaje się być pozbawiony wszelkich reguł (Powód tak częstego używania klaksonu jest nam, pomimo pytań, nadal nieznany - chyba Hindusom również nie do końca). Pomiędzy dwoma pasami jezdni koczują grupy bezdomnych, którzy śpią, palą ogniska, a nawet wieszają pranie na pobliskich krzakach - wszystko pośrodku ruchomej masy z samochodów, rikszy, krów i przechodniów.Nasze opisy nie oddadzą specyfiki tego miejsca - połączenia brudu i kolorów, zapachu jedzenia oraz smrodu śmieci, skrajnej biedy i bogactwa kulturowego. Trzeba tu po prostu przyjechać!Ale może nasze zdjęcia pokażą choć kawałek tego kraju.

Pozdrawiamy z New Delhi, Sonia i Blanka

16.11.2015r. Poniedziałek.  Szkoła. Brzmi znajomo? Tak, ku zdziwieniu wszystkich, ekosowiczów na wymianie również dotyczy obowiązek chodzenia do szkoły, nawet na subkontynencie indyjskim. Pobudka przed godziną 6 jest dla naszych przyjaciół chlebem powszednim, mam natomiast wstanie z łóżka sprawiło niemały problem, mimo to byliśmy podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać wizyty w Bal Bharati. Ale jak się tam dostać? Uwaga, uwaga, nasi indyjscy przyjaciele mają autobsy szkolne, które zapełniają się już po kilku przystankach. Wschdowi słońca towarzyszyły energiczne rozmowy nowopoznanych kolegów i koleżanek. Po dotarciu do celu, pierwszą rzeczą, na jaką zróciliśmy uwagę, było boisko szkolne, przenaczone do gry m.in. do gry w koszykówkę, siatkówkę czy badmingtona. Powierzchniowo jest ono większe od całego Ekos-u. Nasze kroki skierowaliśmy do skrzydła dla seniorów, czyli ucznów uczęszczających do klas IX-XII. Zostaliśmy tam miło przyjęci przez nowych kolegów, koleżanki i ich nauczycieli. Mimo zapowiedzi naszych partnerów, nie otrzymaliśmy jednak 100 propozycji małżeństwa i próśb o autografy. Następnym punktem programu była wycieczka po szkole, na którą w planie przeznaczono 2 godziny. Dla porównania, zwiedzenie naszej szkoły zajęło hinduskim partnerom 5 minut... Największe wrażenie zrobił na nas ogrom budynku, w którym znajdowały się rozmaite sale takie jak klasa do jogi, muzyki czy plastyki. W Bal Bharati uczniowie znajdą również salę przeznaczoną do tańca czy gotowania. Taki wybór spowodował, iż postanowiliśmy, że po powrocie do szkoły odgruzujemy piwinicę i zaadaptujemy strych, by zmieścić dwa kolejne pomieszczenia. A gdyby tak zorganizować lecje gotowania w Ekosie... Tym, co wprowadziło nas w jeszcze większe osłupienie był kompleks sportowy. Kort tenisowy, siłownia, stoły do ping ponga i basen to tylko niektóre z obiektów.  Po tej ogromnej placówce oprowadzała nas przemiła angilstka.  Następnie nadszedł czas na lunch. Najedzeni byliśmy gotowi na obejrzenie prezentacji naszych kolegów i koleżanek, dotyczących historii i kultury Indii. Poprzedzała je jednak przemowa Pani Wicedyrektor, która w imieniu wszystkich uczniów i nauczycieli ciepło nas przyjęła. Ostatnim punktem pobytu w szkole była lekcja tańca, który będziemy wystawiać  na koniec pobytu. Mimo naszych obaw nie okazał się nazbyt trudny. Po jakże męczączym dniu szkoły (czyżby cos ci to przypominało ?), pojechaliśmy do centrum handlowego Pacific. Bardzo duża galeria handlowa, przypominająca polskie, z drobną różnica... my w centrach handlowych nie mamy aż 5 pięter, na których można znaleźć m.in. kasyno i boisko do paintballa. Miłym akcentem było zobaczyć punkt polskiej marki Inglot wśród światowych i hinduskich sklepów. Zaskoczeni wielkością i wyborem rzucilismy się w wir "shoppingu". Większość z nas szukała jakiś pamiątek - niektórzy znaleźli hinduskie smakołyki, a inni woleli zaszaleć... Dlatego też postanowili kupić sobie typowy dla tutejszych ludzi strój. Po kilku wydanych rupiach, uczcilismy zakupy na bowlingu. Powiedzmy ze polska ekipa miała czym się pochwalić ;) (dzięki Sonia za przyspieszony kurs !) Kolejny dzień minął nam tutaj niezmiernie ekscytująco, a do tego nadal nie możemy się nadziwić tego, co nas tu spotyka. Ludzie są niezwykle mili i gościnni. Nie można sobie wyobrazić nawet jak bardzo o nas dbają. Mamy nadzieję że kształtujemy teraz przyjaźnie które przetrwają jak najdłużej. I choć to jeszcze nie koniec wymiany - to nie możemy się doczekać kiedy znowu trafi się okazja żeby coś jeszcze zobaczyć, spróbować i doświadczyć.

Zuzanna Pelczyńska I Maria Gawecka

Wtorek był dosyć wyjątkowym dniem. Nie musieliśmy wstawać rano i szykować się do szkoły. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że z powodu jednodniowego festiwalu zajęcia w szkole zostały odwołane. Ponieważ przed nami ważny występ postanowiliśmy poćwiczyć trochę taniec, który będziemy prezentować. Zebraliśmy się wszyscy w domu jednej z dziewczyn i robiliśmy próby. Następnie czekało na nas pyszne, domowe jedzenie, w wersji tzw. "spiceless". Nauczyliśmy się od naszych partnerów paru nowych słówek w hindi oraz poznaliśmy parę historii z życia każdego. Następnym punktem naszego planu była wycieczka do świątyni Akshardham. Zrobiona z ręcznie rzeźbionych kamieni robiła ogromne wrażenie (zwłaszcza podswietlona wieczorem). Poznaliśmy technikę medytacji oraz pare ćwiczeń na prawidłowe oddychanie. Była to również, dla niektórych, pierwsza podróż indyjskim metrem. Nie możemy się doczekać następnego dnia i pozdrawiamy wszystkich marznących w Polsce.

Kasia i Ola

Przesyłam opis dnia 18.11 z Indii:

    Co prawda dzisiaj wstałam później niż powinnam, bo aż 10 minut po czasie, kiedy powinnyśmy wyjść z domu, a i tak bylam gotowa szybciej niż moja koleżanka i jej rodzina. Razem pojechalismy do szkoły i z innymi spotkałam się za sceną. Było tylko jedno pytanie: "Co będzie dalej?". Razem z uczniami z niemieckiej szkoły wyszliśmy z budynku i usłyszeliśmy szkolną orkiestrę, która grała specjalnie dla nas. Kiedy zostaliśmy poproszeni o ustawienie się obok swoich partnerów z wymiany, zobaczyliśmy, że oglądają nas wszyscy uczniowie z ich szkoły. Na scenie pojawili się prowadzący, którzy zapowiadali kolejne powitalne występy. Usłyszeliśmy tradycyjną muzykę w wykonaniu szkolnego zespołu, a także piosenek wykonanych przez szkolny chór. Następnie każdy gość wchodził po kolei na scenę ze swoim partnerem, aby hinduscy uczniowie mogli nas oficjalnie powitać - każdy z nas dostał "garland" czyli tradycyjny wieniec z kwiatów i na czole namalowano nam "tilak". Jednak tutejsi uczniowie mieli problem z wymówieniem naszych imion, a także zapomnieli o Michale, o którego istnieniu musiała przypomnieć Pani Janas. Zobaczyliśmy również występ tancerzy, m. in. naszej koleżanki z Indii - Dedeepya, a także wysłuchaliśmy przemowy Pana Dyrektora szkoły, której jesteśmy gośćmi, a także nauczycieli z obu przybyłych szkół. Mieliśmy też okazję  wysłuchać hymnów  wszystkich trzech państw i zaśpiewać "Mazurek Dąbrowskiego" (jak się okazało większość z nas nie zna czwartej zwrotki naszego hymnu i z niecierpliwością czekało na jego koniec). Na zakończenie tego uroczystego powitania w powietrze zostały wypuszczone balony ułożone kolorystycznie na podobieństwo flag trzech państw - Niemiec, Indii i oczywiście Polski. Mniej uroczystą częścią była sesja zdjęciowa - milion zdjęć (każde takie samo). Wtedy nastąpił czas rozstania z naszymi hinduskimi przyjaciółmi - udaliśmy się na wycieczkę. Najpierw pojechaliśmy do drugiej części szkoły Bal Bharati Public School, aby zobaczyć jak wygląda edukacja najmłodszych. Wszystkie dzieci witał nas z uśmiechem na twarzach i obserwowały jak z zaciekawieniem mijaliśmy ich klasy. Pani Czajka najbardziej spodobało się, że na powitanie wszystkie dzieci mówią "Hi ma'am". Obejrzeliśmy większość sal w budynku i poznaliśmy dyrektorkę tej placówki, która nas ciepło powitała. Stamtąd udaliśmy się do Old Delhi, do "Red Fortu" gdzie czekając na bilety zostaliśmy główną atrakcją turystyczną. Obcy ludzie, większość z Indii, podchodzili do nas i mówili "photo, photo, photo..." chcąc mieć zdjęcia z nami, gdyż nie było tam wielu białych ludzi. Lecz kiedy zaczęliśmy zwiedzanie ludzie nie pytali nas czy mogą sobie z nami robić zdjęcia, tylko nagrywali jak szliśmy, albo robili zdjęcia idąc z naprzeciwka. Mimo to znaleźliśmy tez czas na shopping. Po tej wycieczce wróciliśmy do szkoły, aby spotkać się z uczniami z Indii i cieszyć się dalszym dniem, jednak część z nas, zmęczona chodzeniem w tym upale, zrezygnowała z atrakcji.

 Pozdrawiam ze słonecznych Indii! 

 Joanna Gryczka

19.11 (czwartek)

       Na czwartek, podobnie jak na inne dni pobytu, nasi gospodarze zaplanowali wiele atrakcji. Zaczęło się jak co dzień, od wczesnej pobudki. Pierwszym punktem programu były zajęcia plastyczne podczas których nasza kreatywność została wystawiona na ciężką próbę. A mianowicie, mieliśmy stworzyć wzór, który chcielibyśmy mieć na chustach. Do tego potrzebowaliśmy pomocy specjalistów. Okazały się nimi przemiłe i utalentowane koleżanki. Po utworzeniu skomplikowanych wzorów nadszedł czas na wcielenie wyników naszej inwencji twórczej w życie. Chusty były farbowane w różnych barwnikach. Niestety wiązało się to z wybrudzeniem schodów oraz problemami ze zmyciem farb z naszych rąk. Kolejną atrakcją były zajęcia z jogi, prowadzone przez charyzmatyczną trenerkę tego sportu. Po ćwiczeniach rozciągających przyszedł czas na podstawowe pozycje. Wyjątkową gibkością wykazała się Blanka. Następnie udaliśmy się do sali tanecznej, gdzie trenowaliśmy taniec przed piątkowym występem. Dziewczyny wyglądały w swoich strojach zjawiskowo! Po owocnych zmaganiach na parkiecie, wygłodniali rzuciliśmy się na pizzę. Uzupełniwszy niedobory energii, pogrążyliśmy się w wirze shoppingu. Odwiedzony przez nas targ obfitował w rozmaite produkty. Następnie, prowadzeni przez mojego partnera, dotarliśmy do świątyni Sikhów. Nie jest ona jednak łatwo dostępna. Każde z nas musiało: zdjąć buty, obmyć stopy i ręce oraz nakryć głowę. Tym, co przykuło naszą uwagę były bogate zdobienia z 22-karatowego złota i diamentowy żyrandol. Po dniu pełnym wrażeń i atrakcji, zmęczeni, ale z uśmiechem na twarzach udaliśmy się do swoich host-rodzin, gdzie zaznaliśmy ukojenia w łóżkach.

 

Michał

20.11 (piątek)

 Hindusi z całą pewnością lubią sformalizowane uroczystości szkolne - przedwczoraj powitanie,  a dzisiaj pożegnanie.  Wielka feta miała miejsce w szkolnym audytorium - oczywiście z tradycyjnym opóźnieniem. Rozpoczęła się od zapalenia "lampy" - czyli takiego odpowiednika naszego kaganka oświaty. W czasie ceremonii mieliśmy możliwość posłuchać krótkiego koncertu tradycyjnej muzyki indyjskiej, zobaczyć karkołomny pokaz jogi, przypomnieć sobie główne wydarzenia naszego pobytu dzięki prezentacji multimedialnej.  Tak naprawdę jednak najważniejszym punktem programu,  na który wszyscy czekaliśmy było wspólne wykonanie tańca indyjskiego.  Dziewczyny i chłopaki ;) wyglądali zjawiskowo w strojach ludowych.  Taniec został wykonany profesjonalnie, co jest godne podziwu, ponieważ nasi tancerze przygotowali go w 3 godziny!!! Nagranie pokażemy po powrocie. Po formalnej części uroczystości nastąpiło to, na co wszyscy czekaliśmy - malowanie dłoni henną.  Nawet Michał dał się namówić.  Efekty obejrzyjcie już wkrótce.

Pozdrowienia z Indii i do zobaczenia wkrótce
Magda Janas

21.11 (sobota)
     Sobota rozpoczęła się od nieprzyzwoicie wczesnej pobudki - czekała nas podróż do Agry,  do osławionego mauzoleum Taj Mahal. W sumie tego dnia spędziliśmy 11 godzin w autokarze - z tego 6 bez klimatyzacji, z ogłuszającą hinduską muzyką i rozbawioną indyjską młodzieżą - dla mnie koszmar. Jednak najbardziej szokujące były widoki za oknem. Takiej biedy i bałaganu nie widziałam w życiu. W miasteczkach przy drodze ustawione były stragany sklecone z byle czego, wokół nich śmieci, psy, krowy, ludzie,  rachityczne konie i muły ciągnące załadowane wysoko wozy pomiędzy pędzącymi ciężarówki,  ludzie siedzący na przyczepach półciężarówek, hałas i zaduch. Na własne oczy widzieliśmy jak się wytwarza opał z krowich odchodów.  Inny świat! Taj Mahal z kolei - jak z pocztówki, chociaż okazało się,  źe niebo tutaj nigdy nie jest w pełni niebieskie. Jeśli więc zobaczycie je w takim kolorze na jakimkolwiek zdjęciu,  oznacza to, że zostało ono przerobione elektroniczne.  Taj Mahal to grobowiec wzniesiony przez Shahdżahana dla jego ukochanej żony Mutmaz Mahal, która zmarła przy narodzinach czternastego dziecka. Cały zbudowany z białego marmuru sprowadzonego z oddalonego o 350 kilometrów kamieniołomu przez 1000 słoni. Budowa trwała 22 lata, a brało w niej udział 25000 robotników,  którym według legendy po zakończeniu prac obcięto kciuki, by już nigdy nie mogli wznieść podobnego cudu. W historii Taj Mahal przeplata się więc miłość i oddanie żonie z okrucieństwem i pychą. Miejsce te uznawane jest za jeden z cudów nowożytnego świata - jesteśmy przeszczęśliwi,  że udało nam się go zobaczyć na własne oczy.
Pozdrawiam
Magda Janas
Relacja Natalii:

Witam, 

przed chwilą zorientowałam się, że moja relacja z Indii nie dotarła. Od czterech dni jestem w Polsce i czuję, że zaczynam tęsknić za wszystkimi wspaniałymi osobami, które miałam przyjemność spotkać. Obecnie nie jestem w stanie podzielić się z moimi niezwykłymi doświadczeniami z koleżankami i kolegami z klasy. Spowodowane jest to moją chorobą...za jej przyczynę uznaję się niezbyt czystą klimatyzację. Chciałabym podkreślić, że gdyby ktoś w tej chwili zaproponował mi ponowną wyprawę do Delhi, bezwahania odpowiedziałabym "TAK". Staram się pamiętać tylko pozytywny...bo negatywów nie zauważyłam. Zwykłymi słowami nie jestem w stanie opisać czego doświadczyłam przez te dziesięć dni. Gościnność mojej hinduskiej rodzinki rozłożyła mnie na łopatki. Pyszne jedzenie, które wcale nie było aż tak ostre, jak wszystkim się wydawało. Kolory, światła,zapachy,smaki,dźwięki-wszystko bardzo interesujące i orientalne. Więcej postaram się opowiedzieć kiedy pojawię się w szkole. Zwiedziłam mnóstwo ciekawych miejsc, które zapierały dech w piersiach. Poniżej przesyłam opis dnia 17.11, który jakimś nieszczęśliwym trafem nie został wysłany wcześniej: 

Wtorek, dzień wolny od szkoły z powodu święta Chhat Puja. Obecnie w Indiach żyje tak wielu wyznawców różnych religii, że nawet moja hinduska partnerka nie była w stanie wytłumaczyć mi dokładnie kto świętuję .Jedno wiem na pewno,że nie jest ono hucznie obchodzone w Delhi. Byłam bardzo szczęśliwa, że nie musimy iść do szkoły - w końcu mogłam się porządnie wyspać. Plany mojej rodziny nieco odbiegały od pozostałych, ale nie lamentowałam z tego powodu. Wiedziałam, że jestem w dobrych rękach. Po zjedzeniu śniadania, które było jeszcze podobne do tego, które zwykle spożywam w domu (moja host-rodzina stopniowo przystosowała mnie do swojej kuchni), zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy przed siebie. Dla mnie atrakcję stanowiła już jazda autem. Niesamowicie ozdobione ciężarówki, riksze, krowy... W Indiach bardzo popularne jest używanie klaksonu-zawsze! Pierwszy przystanek-krawiec. Rodzina postanowiła podarować mojej mamie sari. Pan pobrał wszystkie niezbędne wymiary i ruszyliśmy dalej. Podróż potrwała jeszcze z 1,5 godziny. Nie odczułam, że spędziłam w samochodzie aż tyle czasu, ponieważ co chwilę za oknem pojawiały się nowe godne uwagi miejsca. Pomnik Gandhiego, cyber city, dzielnica ambasad... Siedziałam przyklejona do szyby i filmowałam cała drogę. Trwam w przekonaniu, że to właśnie filmy będą największą pamiątką. Kingdom Of Dreams- jesteśmy na miejscu. Wizyta w nim miała mi przybliżyć kulturę wszystkich stanów Indii. Już kasa biletowa i dziedziniec były śliczne.Kiedy weszłam do środka byłam pod ogromnym wrażeniem. Piękna architektura, liczne, drobniutkie zdobienia. Uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały pobyt w Królestwie Snów. Miałam okazję obejrzeć show bębniarzy z Goa, pacynki z Radżastanu, słynne ciężarówki z Mumbaju i wiele innych. Poszłam także na film w 5D...dużo śmiechu! Przyszedł czas na obiad, zjadłam noodle prosto z China Town. Jeszcze lepszy był deser. Bardzo bardzo smaczny-Rice Kheer. Już mieliśmy jechać do kolejnego punktu wycieczki, lecz na horyzoncie pojawił się...wielbłąd. Ja już jestem taką osobą, która lubi przygody. Jazda dostarczyła mi dużo radości. Najfajniejsi byli Hindusi, którzy do mnie machali a ja czułam się niczym jak królowa Elżbieta na koniu i dumnie im odmachiwałam. Przyszedł czas abym zdecydowała co chcę robić dalej...centrum handlowe lub świątynie. Decyzja była oczywista...świątynie!!! W ten sposób odwiedziłam Gurduwarę, Świątynię Hinduistyczną i Kościół Katolicki, w którym znajduję się podobizna Jana Pawła II. Odwiedził on Delhi dwa razy w swoim życiu. To był definitywnie najlepszy jak dotąd dzień. Jestem bardzo wdzięczna, że trafiłam na tak wspaniałą i troskliwą rodzinę. Zapomniałam wspomnieć o kolacji, którą zjedliśmy w pobliskiej restauracji. Tego wieczora zakochałam się w aromatycznej kuchni indyjskiej. Moje serce zdobyło Chole Bhature.

Pozdrawiam 

Natalia Rutkowska